piątek, 25 października 2019

Spotkanie z amantem

Jak wyjaśnić szczęśliwe pożycie małżeńskie wspaniale korelujące z miłością (od najmłodszych lat!) skierowaną w stronę Van Damme? Klasyczny przykład pytania retorycznego. Szpagatów kinowych ci ostatnio jednak jakoś mniej. Postanawiasz zatem, część swych uczuć ulokować w innym jeszcze miejscu...I właśnie w tym momencie, na horyzoncie pojawia się najprawdziwszy amant polskiego kina. 

Na kilku komediach romantycznych (choć nie przepadasz za tym gatunkiem) z jego udziałem już byłaś. Zupełnie zapominasz wtedy o konsumpcji, tak uwielbianej przez siebie przekąski jaką jest popcorn. Jest to najprawdopodobniej wynikiem zamaślanienia oczu. To bardzo ciężki stan. Co za dużo, to nie zdrowo. Organizm jednak wie, co robi. Innym poseansowym objawem stają się nogi z waty. Ciężko w tym stanie wrócić do szarej rzeczywistości. Uginają się. Każda chce iść w inną stronę. Zupełnie nie wiesz, o co im chodzi. Na pewno nie chodzi im o chodzenie. Bujać w obłogach się zachciewa łamagom jednym. A i jeszcze problemy z zasypianiem. Tak. Trzy kolejne noce - minimum, masz z głowy.

Jako prawdziwa fanka chcesz się jednak ciągle doskonalić. Poznawać głębiej swój obiekt westchnień. Gdy do kin trafia więc ''Fighter'', od razu wiesz że nie może cię tam zabraknąć. Miał to być co prawda film sensacyjny, skończył zaś jako komedia. W ogóle ci to jednak nie przeszkadza. Zupełnie nie wiadomo o co w nim chodzi. Połowa scen gdzieś się zapodziała. Braki obejmują też związki przyczyno-skutkowe, a kolejność scen nie posiada natury typowo logicznej. Całe szczęście, że miłość bywa ślepa jak kurczak. Dzięki temu i tym razem wychodzisz z kina uradowana po pachy.

Nadchodzi wreszcie dzień kiedy się poznacie! Taaaak...poznacie. Idziesz z nim na kawę. To znaczy prawie z nim i prawie na kawę.  Może jej zabraknąć - ma tam być bowiem jeszcze kilka osób. Kwestia stolika też staje pod znakiem zapytania. Niby rezerwacja, a jakieś problemy techniczne? Ale nawet bez kawy, bez stolika to spotkanie będzie niesamowite. Jeszcze nigdy nie obsługiwał cię przecież on - ''Niemy kelner''. 

A teraz na poważnie. Mając do wyboru rząd siódmy i drugi, wybierasz opcję numer jeden. Nie ze względu na sokoli wzrok, co to to nie. W grę wchodzą raczej względy bezpieczeństwa. Nie ufasz sobie na tyle, by obiecać że nie wskoczysz na scenę. Z drugiego rzędu byłoby to kusząco proste. Chcesz jednak, aby dowiedział się w końcu o twoim istnieniu. Postanawiasz więc mieć w zanadrzu biustonosz, który to w najbardziej optymalnym momencie, wystrzelisz w kierunku sceny. Problem pojawia się jednak z rozmiarem. Mała powierzchnia równa się kiepski lot. Lekcje fizyki nie poszłyna marne. No nic, stanik musisz więc ukraść. Najlepiej jakiejś niewiaście hojniej obdarzonej przez naturę lub pójść w dodatkowe koszty i przed wyjazdem na spektakl, zakupić jakąś gustowną miseczkę, co najmniej D.

Wracając do pytania-klucza z początku wpisu: jak to możliwe? Ano, trzeba mieć cholerne szczęście by mieć małżonka, który dzielnie towarzyszy ci podczas tych wszystkich ''spotkań z amantem'', trzymając cię wtedy za rękę, wyjątkowo mocno.







środa, 31 lipca 2019

Szczęki 6

Z racji, że wygrałeś życie na nowo to i ze sportem ci ostatnio bardziej po drodze. Znów stajesz się królem ping-ponga, raz w tygodniu wcielasz się w Szarapową. Ostatnio też częściej zdarza ci się prowadzić swój (lub pożyczony w czasie wakacyjnych wojaży) dwukołowy pojazd napędzany nożnie przy pomocy pedałów.

Ok, ale wracając do wątku przewodniego. Pewna bardzo aktywna postać z twego najbliższego otoczenia (o pięknej aparycji i wyśmienitym charakterze) nakłoniła cię też do powrotu na akwen wodny typu krytego. Po pierwsze, należało wybrać taki, na który póki co będziecie się wybierać celem ćwiczeń rozruchowych, przywracających sprawność pływacką. Wybór padł na basen, gdzie nie jest wymagany...czepek. Ot co! Kto z własnej nieprzymuszonej woli chce wyglądać niczym kolorowy i dość mało-ruchliwy (na chwilę obecną) plemnik? 



No i stało się. Pierwsza od 1975 roku wizyta na basenie wiązała się z łapaniem tchu między kolejnymi długościami, tak by nie wyzionąć na nim ducha, a tym samym nie narobić problemów jego właścicielom i ratownikom. Ich brzuchy z pewnością nie ułatwiały by akcji ratunkowej. Ale pierwsze koty za płoty. Kolejne mokre spotkania będą już tą samą, co dawniej - przyjemnością! Tak przynajmniej myślałeś...

Podejście numer dwa. Godzina osiemnasta nie była najlepszym wyborem. Tłumy takie, że można by sądzić, że to premiera najnowszej, rozszerzonej wersji 500+. Ale nic z tych rzeczy. To po prostu ludzie kochający najbardziej w świecie pływanie o godzinie osiemnastej. Nie ma się co jednak łamać, lepiej wybrać czym prędzej jeden z torów. Wybór przypadkowy - tor pierwszy. Wszystko ładnie pięknie, do chwili gdy po dziesiątej bodajże długości, otrzymujesz szlag w żuchwę od 80-letniego staruszka, któremu przypomniało się, że przed śmiercią dobrze byłoby nauczyć się pływać. Szanujesz takich ludzi! Autentycznie. Jednak do czasu, gdy nie zaczynają cię okładać swoją pomocnicza deską, niby styropianową, a ciężką jak cholera. 

Sytuacja powtarza się również za jakiś kwadrans jeszcze dwukrotnie. Tym razem ofiarą pada twoja towarzyszka. Mając zdecydowanie mniejsza tolerancję na uderzenia ze strony emerytowanego pływaka amatora, postanawia wyrwać mu narzędzie zbrodni z rąk, rzucając przy tym wrogie spojrzenie. Dziadek zostaje pokonany! 

Radość nie trwała jednak długo. Do osób wcielających się w żaby oraz inne płazy i tych lubiących szybkość kraulowców, dołącza gromadka dzieci, które za namową ojca-Janusza postanawiają wskakiwać do basenu na łby osób już tam przebywających. Tego to już za wiele! Zycie ci miłe, zmieniasz więc tor przeszkód. I to w trybie pilnym. Szczęśliwie ukańczasz trening na czterdziestu długościach. Z wody wychodzisz, czując się niczym młody bóg. Sport to jednak zdrowie! Dobrze, że możesz o tym napisać. Powiedzieć byłoby ciężko. Szczęki bolą do dziś.


piątek, 26 lipca 2019

Bo najtrudniejsze bywają banały



ciąg dalszy następuje...


Psiak żyje. Ma się dobrze. Zjada już nawet swe psie-przysmaki. Wszystko jest zatem w jak najlepszym psim-porządku. 

Warto przy tej okazji zastanowić się jednak, może nie tyle nad samymi psimi-żołądkowymi dolegliwościami, co nad spojrzeniem na problem ''nieco'' szerzej. 

Jako osobnik mocno wkręcony w tematykę rozwoju świadomości i wszystkiego co się z tym łączy, przeczytałeś ostatnio coś bardzo interesującego i banalnego zarazem. Otóż, czy możliwe jest by stwierdzić, że czujemy się dobrze, wspaniale, wyśmienicie gdybyśmy od czasu do czasu nie czuli się źle, kiepsko, niewyraźnie? Ano właśnie! 

Nie możesz być szczęśliwy bez uprzedniego bólu, zmęczenia, smutku. Tłuste lata przychodzą po chudych, a po burzy wychodzi słońce. Gdyby piękna pogoda utrzymywała się nieustannie, czy kogoś by to cieszyło? Całoroczne lato lub ciągła zima? Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nigdy nie złapał się na tym, jak wspaniałe uczucie ogarnęło go na przełomie marcu i kwietnie, gdy poczuł wreszcie ''wiosnę w powietrzu''? Przytulanie ukochanej osoby 24h/dobę przez siedem dni w tygodniu, również grozi poparzeniem miłosnym. A jak przyjemne może być to samo po kilku dniach tęsknoty?! Z kolei mogąc cieszyć się obecnością obojga rodziców do późnej starości, człowiek prawdopodobnie nie zdaje sobie sprawy jak wielkim jest szczęściarzem. Po stracie jednego, drugi staje się zaś...wszystkim.

Cierpienie, jakkolwiek pojmowane, jest więc po to, by za chwilę, za kwadrans, tydzień, czy za dziesięć lat móc poczuć to pier****** szczęście.





Nie pozostaje zatem nic innego jak życzyć wszystkim cierpiącym mało marudzenia i przyjemnego wyczekiwania na swój błogostan... :)

NB

poniedziałek, 22 lipca 2019

Czy jest na sali weterynarz?!

Nigdy nie pałałeś jakąś wielką miłością do zwierząt. Ba, nawet swoich. Owszem, nie jesteś w stanie patrzeć na cudzą, a więc i zwierzęcą krzywdę. Serce ci się kraje słysząc jak bestialskich czynów dokonują nieraz osobniki przypominające zaledwie człowieka. Jednak pozwalanie psom przykładowo na lizanie twarzy, jedzenie praktycznie z jednego talerza i tym podobne praktyki, uważasz za grubą przesadę. Ale wiadomo, co kto woli. 

W ni to krótkim, ni długim żywocie, na twej drodze stanęło już kilka różnych gatunków z królestwa zwierząt. Dzieciństwo na pewno kojarzy Ci się z żółwiem. Maleńki gadek wodny o zacnym imieniu Alfred zginął jednak śmiercią tragiczną. Najprawdopodobniej na skutek szoku termicznego jakiego doznał w swoim okrągłym królestwie, pełnym plastikowych palemek. Jego los podzieliła również papuga, bezimienna, bodajże. Wpadając za meblościankę o wymiarach 5m x 3m utrudniła sobie mocno drogę ewakuacyjną. Uszkodziwszy pewne części swego ptasiego ciała, nie pożyła długo biedaczka. 

Były jeszcze rybki. Tak, pamiętasz je. Ładne były, przynajmniej do czasu, gdy nie wylądowały w brzuchach swoich sąsiadów - glonojadów. Albo to ślimaki je pożarły? A może to glonojady zjadły ślimaki, które następnie zjadły rybki? Tak czy inaczej, jak ten łańcuch pokarmowy by nie wyglądał, nie skończyło się to dobrze. Akwarium zostało. Lokatorów brak. 


Na twym koncie była też cała seria relacji z czworonogami. Różne rasy, najróżniejsze temperamenty. Zawsze jednak mniej lub bardziej cię irytowały. Spełniały jednak swoją rolę, a mianowicie obrońców domu, jako najgłośniejszy alarm w okolicy. Tym razem każdorazowo śmierć następowała ''na szczęście'' z przyczyn naturalnych...

Psina której adres tożsamy jest z Twoim aktualnym, to zupełnie co innego! Choć nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Pierwsze tygodnie życia zastanawiałeś się bowiem, czy nie jest to przypadkiem jakaś krzyżówka z zającem. W życiu nie widziałeś bowiem psa przypominającego owłosiony kauczuk. Uczucie jednak nadeszło. Obecnie kilkuletni, najpiękniejszy na świecie rasowy kundelek to twoja prawdziwa miłość. Nie podejrzewałeś, że tak często będziecie robić wspólne wypady na miasto lub strzelać sobie selfiki. Jesteś też pewien, że ta psina ma bardzo wyjątkową duszę. Jakby ludzką? Poza tym wrażliwiec z niej zupełnie jak ty, z tymże na czterech łapach.

Dzisiaj mocno zaniepokoiło cię jej złe samopoczucie. Czasem bywa bardziej markotna, jednak czujesz, że tym razem to nie sprawa babskich hormonów. Snuje się po placu. Smutek aż wylewa się z oczu, nie ma wreszcie ochoty na ulubione psie-ciacho. Jej coś jest! - myślisz. Jeśli do rana ''to coś'' nie przejdzie, konieczne będzie jechać do lekarza. Póki co wpadasz jednak na pomysł, aby uśmierzyć jej nieco dolegliwości. Jeśli dobrze odczytałeś symptomy, postanawiasz czym prędzej zaparzyć... ziółek na trawienie. Skoro tyle was łączy, więc może i jej pomogą? 
c.d.n.


niedziela, 14 lipca 2019

Lipiec w pełni, czyli belfer na wolnym

Podobno wybierając się na urlop powinniśmy planować wyjazdy trzytygodniowe. Mało kto może sobie pozwolić na taki luksus, no chyba że wybrał bardzo atrakcyjną na obecnym rynku pracy - szkolnictwo. Wolnego multum. Coraz mniej wymagająca młodzież. Prestiż coraz większy. A i płaca aspirująca do lidlowskiej. Czego chcieć więcej?




Dlaczego wskazane są aż trzy tygodnie? Otóż, pierwszy tydzień wakacji to przystosowanie się do nowego miejsca, gdzie przyszło nam wypoczywać. Nawet we własnym domu, po szalonych ostatnich miesiącach, trzeba się zaaklimatyzować. Drugi - odpoczynek właściwy (tak jakby poprzedni nie był). Trzeci z kolei to już płacz i rozpacz na samą myśl o powrocie do szarej rzeczywistości. Wracając do wolnego od pracy w edukacji...

Dzisiejsza data: czternasty lipca. Czas, kiedy zaczynasz dochodzić do siebie. Powoli dociera do ciebie, że rzeczywiście masz urlop. Co prawda przymusowy. W obawie przed społecznym linczem, narzekać jednak nie będziesz. Jest to też moment, kiedy przestajesz budzić się w nocy zlany potem, myśląc, że zaspałeś lub zapomniałeś wykonać czegoś, co miało związek z szeroko rozumianym krzewieniem oświaty. Każdego dnia, a raczej nocy, kładziesz się coraz później i później. Wiesz, że ranki dziwnym trafem wydłużyły się, więc możesz sobie na to pozwolić. Tak na marginesie, czyżby globalne ocieplenie miało coś z tym wspólnego?

Kolejną bardzo ciekawą kwestią jest fakt, że Twoi znajomi wyrastają teraz jak grzyby po deszczu. Kajet wypełniony po brzegi. Postanawiasz bowiem spotkać się z wszystkimi, których ostatni raz widziałeś dawno, dawno temu. Nawet tymi, którzy mieszkają za górami, za lasami. Mowa tu też o osobach, które mimo, że spotykasz regularnie. Chcesz jednak nacieszyć się tymi relacjami nim nadejdzie złowieszczy wrzesień. 

Co jednak najważniejsze, masz teraz czas na kontakt ze swoją prywatną, osobistą... duszą. Widujecie się codziennie. Regularnie jak chyba nigdy. Ale o tym przy następnej kawce z blogiem w ręku. Albo odwrotnie? :)

Pozdrowienia dla wszystkich przed, po i w czasie urlopów! 

NB


czwartek, 11 kwietnia 2019

W kotle strajku. Kurtyna w górę.

Czwarty dzień strajku. To i przemyśleń przybyło. Przede wszystkim coraz mocniej czujesz się jak marionetka. Nie wiedzieć kiedy do twoich rąk przeczepione zostały sznurki. I teraz tylko ktoś sprytnie za nie pociąga. Ci którzy rządzą tym światem to prawdziwi geniusze. Tak, geniusze! Jak inaczej nazwać kogoś, kto tak sprytnie to wszystko urządził? Cały naród skłócony do granic możliwości. Każdy staje po jednej ze stron, bo trzeba, bo wypada. A może by tak spojrzeć na to całościowo? Obiektywnie?



W sytuacji takiej jak ta, nie ma i nie będzie zwycięzców. Chaos jaki aktualnie nam zaserwowano, z pewnością nie niesie z sobą nic dobrego. Społeczeństwo jednak nie powinno winić za to nauczycieli. Jak mieliśmy się bowiem zachować? Nadstawiać drugi policzek można długo, ale nie do końca życia. Ile można twierdzić, że pada deszcz podczas gdy ktoś pluje ci w twarz? Zostaliśmy wepchnięci w ten konflikt, podobnie jak Wy drodzy Rodzice, Uczniowie i reszto Narodu. 

Nauczyciele jako grupa zawodowa muszą i powinni trzymać się teraz razem, bo co niby innego nam pozostało? To jedyny moment, aby maksymalnie się zjednoczyć i być dla siebie grupą wsparcia. Podobno z każdej tragedii można wynieść coś pozytywnego. Zróbmy to zatem!

Na koniec wyobraźmy sobie rozmowę NB z jakimkolwiek mediami.

Dziennikarz: Co w aktualnej sytuacji jako nauczyciela, wkurza cię najbardziej?

NB: Po pierwsze, to to że zawód który wybrałem jest degradowany coraz bardziej. Jako nauczyciel, upadek oświaty obserwuję niemal każdego dnia pracy. Teraz jednak zauważyć możemy apogeum tego upadku. Strasznie to smutne. Potwornie irytuje mnie też fakt, iż jako społeczeństwo nie podchodzimy do spraw ideowo. Zachowanie Polaków kojarzy mi się z zachowaniem psychofanów piłki nożnej. Oni podobnie ''wierzą'' w swój klub do tego stopnia, że są w stanie obić mordę komuś, kto kibicuje drużynie przeciwnej. 

Dziennikarz: Ciekawa analogia. Czy mógłbyś rozwinąć swoje zdanie?

NB: Oczywiście. Moim zdaniem zgubne jest zgadzanie się z wszystkim co partia w którą ''wierzę'' serwuje społeczeństwu. Zgadzam się z aborcją bo moja ukochana partia jest za tym. Opluwam księży bo moja partia ich opluwa. Wspieram Radio Maryja, bo to normalne po mojej, lepszej stronie barykady. Uważam, że gender jest super, bo chcę być modny tak jak modna UE.  Wreszcie, potępiam nauczycieli bo tak każe moja partia przy pomocy TVP, wspieram nauczycieli bo to lansuje TVN. W identyczny sposób działają przecież sekty.  Idziesz ślepo w coś tylko dlatego, że guru sekty tak mówi. Oddajesz jej swój czas, swoją energię, często i swój majątek. 

Dziennikarz: Yyy..rozumiem...Dziękuję za rozmowę.

NB: Cała przyjemność po mojej stronie. 

* wywiad niestety nigdy i nigdzie się nie ukazał :)

Liczący na zrozumienie społeczne,
Niezły Belfer

poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Gotowi. Do strajku. Start.

S trajkować może każdy. Każdy kto czuje, że jest poniżany, dyskryminowany, niegodnie wynagradzany, źle traktowany, czy po prostu niedoceniany, lub ktoś kogo prawa ewidentnie są łamane. Strajkować może pielęgniarka, policjant, taksówkarz, a nawet własna żona. W tym ostatnim przypadku skutkować to będzie głodówką, tylko że nie jej a męża:) A całkiem na poważnie...strajkować może wreszcie i belfer. Nawet on może kiedyś powiedzieć ''dość''. Dasz wiarę?


T rudny to temat, oj trudny. Jadąc rano do pracy co widzisz? To samo miasto, a jakby obumarłe? Dzieciaki nie maszerują z tornistrami. Nie ma też korków spowodowanych przez rodziców odwożących dzieciaki, które nie maszerują z tornistrami. Sytuacja diametralnie zmienia się jednak popołudniem, kiedy to widzisz przebudzenie miasta w postaci mam lub ojców z dziećmi. Z własnymi dziećmi! Spacerujących, robiących razem zakupy, a  nawet rozmawiających! Największym hitem są zaś całe rodziny udające się na wspólny obiad i to nie w sobotę, a przypomnijmy - na początku tygodnia. Piękny obrazek. Szkoda tylko, że musiało dojść do tak chorej sytuacji w kraju. Jeśli protest utrzyma się chociaż do końca tygodnia, może to spowodować uzdrowienie wielu relacji rodzinnych. Wiele dzieciaków miało też możliwość zobaczenia pracy swoich rodziców od kuchni. Spędzili z sobą bowiem cały dzień. I jak tu nie wierzyć, że z wszystkiego co złe, może wyniknąć czasem coś dobrego...

R acja jak zwykle leży gdzieś pośrodku. Z pewnością mają ją bohaterowie pierwszoplanowi. Jak bowiem mają czuć się ludzie, każdego dnia wpływający na przyszłe pokolenia, nie będąc w ogóle szanowanymi? Wyliczanie im wciąż i wciąż ile godzin pracują, a ile (zdaniem Pani Krysi spod piątki, i Kowalskiego z naprzeciwka) powinni, porównywanie ich pracy do pracy pań z Biedronki czy wyzysku w bezlitosnej ponoć korporacji. Przy jednoczesnym nie braniu pod uwagę godzin niewidocznych. Sprawdzian zrobisz w ramach pensum w szkole, ale sprawdzić musisz go we własnej: a) w kuchni, b) łazience, c) innym pomieszczeniu domowym, lub oczywiście na terenie szkoły, w sławetnym pokoju belfrów. Tak czy inaczej, jest to czas ponad twoje pensum, o którym ostatnio chyba najgłośniej. I nie jest to jeden sprawdzian a trzydzieści, w ramach jednej klasy rzecz jasna. Co nie zajmuje kilka minut, a nieraz kilka godzin. Wszystko to razy liczba  klas. I cały czas mówimy o przeprowadzeniu jednego testu. A rok szkolny jest dłuuuugi. Materiału jest przecież ponoć tak duuużo. Wszyscy uczęszczający niegdyś na lekcje matematyki, są z całą pewnością w stanie to sobie przeliczyć. Brnąc dalej w malkontenctwo (które masz nadzieję, że po tym poście porzucisz raz na zawsze) skupmy się na innych czynnościach związanych z pracą, a również będących poza pensum. A jest ich w trzy... i trochę. Nawet pobluzgać sobie dobrze nie możesz. Ahh ta etyka zawodowa. Nie będziesz ich tu nawet wymieniał, bo jest to co najmniej uwłaczające. Albo nie - wymienisz! Tylko krowa nie zmienia swojego zdania, prawda? Wywiadówki, konferencje, szkolenia, wyjścia klasowe, wycieczki nawet kilkudniowe, zielone szkoły, telefony od rodziców w piątki, świątki i niedzielę o porze niemal każdej, bale, dyskoteki, koła zainteresowań, konkursy. A i dokształcać się trzeba.  Nie wiesz tylko co gorsze, poświęcanie swoich weekendów przez kolejnych kilka lat, czy może wydanie własnych pieniędzy przeznaczonych pierwotnie na nową kuchnię, wczasy czy choćby nawet złote majtki. Mało tego, wyliczenia ile rzeczywiście nauczyciel pracuje, są dostępne w sieci. Nie trzeba zawracać sobie głowy przeliczaniem o którym mowa powyżej. Jednakże nawet to, nie przekonuje rodziców Brajanka i Dżesiki.  Szanowni Państwo, zauważanie tylko i wyłącznie profitów danej działalności, jest bardzo zgubne. A jeśli macie rację mówiąc, że istnieje we wszechświecie zawód idealny, pytanie jest następujące: jakim cudem nie wykonuje go sto procent społeczeństwa?! Rację mają też oczywiście rodzice, którzy nie bazując tylko na przyjmowaniu zasiłków 500+ na dziecko, jego buty, podręczniki, czy zakup całkiem nowej krowy, podejmują jednak pracę zarobkową i najzwyczajniej w świecie, na czas strajku nie mają co zrobić ze swoją pociechą. To realny problem, szczególnie w gminach, które nijak sytuacji tej nie próbują załagodzić. Ci sami też rodzice czuję z pewnością obawy wobec niedalekich egzaminów, mających wpływ na przyszłość ich dzieci, czy chociażby wobec zwykłej kontynuacji nauki do końca bieżącego roku szkolnego. Są to w pełni uzasadnione obawy. Co do krzywdy dzieci, o której tak głośno, twoje uczucia są mieszane. Widząc rozpromienione twarze dzieciaków mijanych dzisiaj w drodze powrotnej z pracy, trudno mówić o jakiejś krzywdzie. Zdajesz sobie jednak sprawę, że istnieje i taka część uczniów, którym rzeczywiście na nauce zależy i z tych przymusowych wagarów nie są zadowoleni. Kto ma jednak pomysł, jak mógłby odbyć się strajk w oświacie bez ofiar, niech pierwszy rzuci kamieniem.

A tmosfera w pracy iście wymarzona. Jeśli można oczywiście wymarzyć sobie atmosferę w czasie protestu. Przekraczając próg szkoły podpisujesz się na czarnej liście. Zaraz potem otrzymujesz emblemat, który przez kilka kolejnych godzin będzie zdobił twoją pierś. Czuć ducha walki, a co najważniejsze solidarności. Widać i słychać, że nie chodzi tu tylko o pieniądze. Po dość specyficznych obradach przy nieokrągłym stole, opuszczasz budynek szkoły niczym bohater. Podniecenie sięga zenitu. Kij z tym, że w tym miesiącu zęby wylądują w ścianie, a nie w pysznym jedzeniu zakupionym dotąd za zarobione pieniądze. Nie samym chlebem człowiek żyje, prawda? To, co wydało ci się jednak bardzo przygnębiające, to fakt iż społeczeństwo znów dało się podzielić. Nie możesz wypowiadać się za innych rzecz jasna, ty jednak - kibicujesz wszystkim, dosłownie wszystkim grupom zawodowym. Nawet jeśli protestować będą białe ftu kitle. Im również będziesz kibicował, bo wiesz że jest to warunek konieczny, aby w przyszłości miał cię kto leczyć. Mało tego, aby chciało się temu komuś ciebie leczyć! A i zadowolone ze swej pracy panie ekspedientki umilić mogą niejedne zakupy.

J aja na patyku... to mało powiedziane. Jak inaczej nazwać cyrk, gdzie nauczyciele są narzędziami w rękach polityków, którzy są z kolei są narzędziami w rękach...możnowładców tego świata, tak ich nazwijmy. Warto wyłączyć TV i otworzyć oczy.

K ończąc wypociny związane z pierwszym dniem strajku, pragniesz podkreślić dwie kwestie. Po pierwsze, wraz z nim przyszła i wena. Po drugie, mimo iż z pewnością nie żyjesz w zdrowym na umyśle kraju, to kochasz go i chcesz dla niego jak najlepiej. Czyżby był to toksyczny związek? c.d.n.